Tyler bez słowa skinął głową. Był bardzo blady.

– Ale skoro ani Dorothy, ani pani Wardell nie mogły zabić, a Dorothy stwierdziła, że widziała Grace żywą, przy czym ta ostatnia własnoręcznie potwierdziła jej obecność, wówczas pozostawała tylko jedna możliwość: ktoś zabił Grace Mapleton po wyjściu od niej Dorothy Ormsby, a przed wejściem Alexandry Wardell! Ale to było absolutnie niemożliwe, gdyż jak wiemy, wszyscy pozostali uczestnicy konkursu, a z nimi pan i pańska żona, byliście w tym czasie w jadalni i nikt jej nie opuścił nawet na sekundę! A jesteśmy pewni, że w zamku nie ukrywał się nikt obcy. Grace także nie mogła popełnić samobójstwa, ze względu na sposób zadania ciosu…

– Nie wierzy pan chyba w duchy? – szepnął Frank. Joe wstał, odwrócił się i podszedł do portretu.

– Chce pan powiedzieć, że skoro nie mógł jej zabić żaden człowiek, zrobiła to ta śliczna Ewa De Vere, od stuleci czekająca na taką sposobność? Muszę przyznać, że nigdy w życiu nie byłem tak bliski uwierzenia, że mam do czynienia z siłą nadprzyrodzoną. Sytuacja była niewiarygodna. Jak słusznie zauważył pan Parker, coś takiego mogło się przyśnić, ale nie mogło zaistnieć na jawie… Nie chodziło przecież o jakiś motyw zbrodni, o to, kim była, czy nie była, zamordowana, ani o sto innych spraw, które są istotą każdego dochodzenia. Po prostu chodziło o fizyczną możliwość popełnienia morderstwa. A takiej możliwości nie było!

Zawiesił na chwilę głos, a kiedy zaczął znów mówić, monolog jego utracił dramatyczne akcenty i przeszedł w spokojną, rzeczową relację, jak gdyby składał sprawozdanie z przeprowadzonego naukowego doświadczenia:

– W tak zdumiewającej sytuacji przyszło mi po prostu do głowy, że muszę na to wydarzenie spojrzeć z innej strony, przekreślić rzucający się w oczy logiczny ciąg wydarzeń i wniosków… i poszukać jakiegoś innego układu logicznego. Odrzuciłem cały początek konkursu i biegłem myślą aż do ostatniego faktu, którego byłem pewien: Otóż ostatnią osobą, która widziała Grace żywą była Dorothy Ormsby, a Grace sama zanotowała ten fakt własną ręką. Wiedziałem też, że Dorothy nie mogła przebić jej tym mieczem.

Drugie pytanie brzmiało: co wydarzyło się pomiędzy powrotem Dorothy Ormsby, a chwilą, gdy po wejściu na piętro stwierdziłem, że Grace Mapleton nie żyje?

Widziałem na własne oczy wychodzącą panią Wardell, która po pewnym czasie wróciła i padła zemdlona… jak się okazało z jej słów, wstrząsnął nią widok zamordowanej Grace, do której dotarła.

I to było wszystko. Ale nie! Nie wszystko! Otóż jadalnię opuściła w tym czasie jeszcze jedna osoba!

– Jak to? – zapytał Frank Tyler cicho.

– Doktor Harcroft – odparł swobodnie Joe – pobiegł do swego pokoju po walizeczkę lekarską, w której miał strzykawkę i ampułkę ze środkiem wzmacniającym… Zacząłem się zastanawiać: czy, przyjmując, że Grace żyłaby jeszcze w owej chwili, Harcroft miałby dość czasu, żeby wbiec na schody, przesunąć się tędy… – wskazał drogę pomiędzy drzwiami z korytarza ku makacie – wejść do Grace, unieść miecz i uderzyć, a później pobiec po swą walizeczkę i wrócić na dół?… Doszedłem do wniosku, że przeniesienie pani Wardell na sofę, podłożenie jej pod głowę zwiniętej marynarki pana Parkera i pewien krótki czas, kiedy oczekiwaliśmy na powrót doktora, wystarczyłby w zupełności. Gdyby w dodatku miał, na przykład, w kieszeni przygotowane gumowe lekarskie rękawiczki, mógłby je włożyć wbiegając na schody. Nie mógł przecież zostawić odcisków palców na rękojeści miecza… Proszę pamiętać, że Grace miała udawać zabitą, leżała z zamkniętymi oczyma, a miecz położony był w poprzek łoża. Gdyby usłyszała odgłos klucza w zamku, przybrałaby natychmiast tę pozę. Harcroft mógł porwać miecz i uderzyć tak szybko, że zaledwie zdążyłaby otworzyć oczy, a na pewno nie wykonałaby żadnego ruchu, próbując się zasłonić czy odepchnąć spadające ostrze… Wszystko to było możliwe, ale absolutnie nieprawdopodobne. Jak mógł doktor Harcroft zabić Grace Mapleton, skoro pani Wardell zobaczyła ją nieżywą, zanim wybiegł z jadalni?…

Ale chociaż nasuwało się jeszcze sto pytań, wiedziałem, że nie wolno mi uznać żadnej odpowiedzi, która wyklucza winę Harcrofta. Albowiem nie istniała żadna inna fizyczna możliwość zamordowania Grace Mapleton tej nocy. Musiałem więc zastosować ciągi logiczne odwracające to, co mi powiedziano. Zadałem sobie pytanie: Jeżeli doktor Harcroft zabił Grace Mapleton, to czy pani Wardell mogła widzieć ją nieżywą? Oczywiście, nie. Więc dlaczego pani Wardell po powrocie zemdlała? Logiczna przyczyna była tylko jedna: żeby umożliwić Harcroftowi wybiegnięcie po walizeczkę i zamordowanie Grace Mapleton!

A więc, ponieważ jedynym mordercą mógł być tylko Harcroft, a zabić mógł jedynie wówczas, gdyby udało mu się samemu opuścić na kilka minut jadalnię, pani Wardell musiała być jego wspólniczką! Mało tego, wspólniczką, która stworzyła mu równocześnie żelazne alibi! Przecież nikt w świecie nie posądziłby go o popełnienie zbrodni, skoro pani Wardell widziała martwą Grace przed jego wyjściem z jadalni, z której od początku konkursu nie wyszedł dotąd ani na sekundę! Było to genialne, absolutnie genialne! Ale dlaczego? Co mogło łączyć parę tak różnych osób?

Tu był klucz tajemnicy.

Odwiedziliśmy więc panią Wardell w jej pokoju. Chciałem jej zadać tylko jedno pytanie: Jak wyglądała zamordowana Grace Mapleton? Byłem oczywiście pewien, że nie potrafi mi odpowiedzieć. Wiedziałem, że Grace musiała zginąć po powrocie pani Wardell do jadalni. Sądziłem, że później wydobędę od niej choćby część prawdy… Lecz pani Wardell ułatwiła nam bardzo nasze zadanie. Popełniła samobójstwo przed naszym nadejściem i pozostawiła list… W liście tym znalazłem motywy: Grace Mapleton była szantażystką, twardą i bezwzględną, która ze swego wspaniałego ciała uczyniła sidła do chwytania bogatych ludzi nie mogących narazić się na kompromitację… Dowodami były nie budzące wątpliwości intymne zdjęcia, listy i nagrane rozmowy telefoniczne. Wnuk pani Wardell nie wytrzymał tej sytuacji i popełnił samobójstwo. Ale najwięcej do myślenia dawało to, że pani Wardell swój list napisała przed przyjazdem tutaj! A więc musiał istnieć gotowy, precyzyjny plan. Biedna staruszka nie zdawała sobie zapewne sprawy, że w ten sposób demaskuje innych… A przede mną stanęły inne pytania. Doktor Harcroft musiał być wspólnikiem starej damy i można było domyśleć się przyczyny. Jest znanym lekarzem, ma żonę i dwóch synów, rozległą praktykę… Bywając u pana Quarendona musiał stykać się z jego osobistą sekretarką. Zresztą, ktokolwiek widział Grace Mapleton, wie, że trudno jej było nie zauważyć. Jeżeli przyjmie się, że Harcroft był dla niej idealną potencjalną ofiarą, reszty można się domyśleć. Ale zapewne był zbyt mądry, aby wierzyć, że sytuacja taka może trwać wiecznie. Szantażysta zwykle żąda coraz więcej… A poza tym, zawsze istnieje szansa, że prawda może wyjść na jaw. Harcroft jest człowiekiem silnym i był doprowadzony do rozpaczy… dlatego przyjął pańskie wyznanie ze zrozumieniem, a później zaakceptował pański plan.

– Co? – powiedział Tyler – Mój plan?

– No tak – Alex skinął głową, jak gdyby chodziło o zupełnie zdawkową wiadomość. Przecież od razu było jasne, że główną sprężyną tego wszystkiego był pan.

– Czy pan oszalał?

– Oszczędźmy sobie wyzwisk, póki nie skończę. Jeżeli znajdzie pan jakąś lukę w moim rozumowaniu i okaże się, że plotę głupstwa, przeproszę pana z całego serca…

Parker z wolna uniósł się z miejsca, obszedł stół i stanął zasłaniając sobą drzwi do korytarza.

– Jest pan na pewno geniuszem – powiedział Alex – gdyż był to nieprawdopodobny plan i naprawdę wszystko mogło się udać. Ale nie jest pan geniuszem matematycznym…

Zawiesił na chwilę głos, jak gdyby oczekując pytania, ale Frank Tyler milczał wpatrując się w niego szeroko otwartymi oczami.

– Otóż cofnijmy się do naszego konkursu… – powiedział Alex. – Pani Wardell przyjechała tu wiedząc, że Grace Mapleton zostanie zabita. Mam to na piśmie. Musiała więc wiedzieć, że odegra swoją rolę w zabójstwie. Na czym polegała ta rola? Powiedzieliśmy już: na umożliwieniu Harcroftowi opuszczenia jadalni i stworzeniu mu alibi przez stwierdzenie, że Grace nie żyła zanim wyszedł. Ale czy tylko? Być może, pomogła mu skrócić czas nieobecności kładąc na stole klucz do pokoju Grace, a obok niego walizeczkę medyczną, którą mogła wziąć z pokoju doktora. Wówczas Harcroft wbiegłby na górę, chwycił klucz, wszedł do pokoju Grace i wybiegł stamtąd pozostawiając klucz w drzwiach; i zbiegł z walizeczką na dół. Zarobiłby na tym kilkadziesiąt bezcennych sekund…


Перейти на страницу:
Изменить размер шрифта: