Stwarzanie świata

Niebianie w Biurze Projektów wybuchają śmiechem,Bo jeden z nich narysował jeża.Inny, żeby nie zostać w tyle, śpiewaczkę soprano –Rzęsy, biust, loki, dużo loków.Jest to wspaniała zabawa w oceanie musującej energii,Wśród klasków, wyładowań zapowiadających elektryczność.Bulgocą kubły groto-farby, groto-pędzle pracują,Potężny wir niemalże galaktyk za prawie-oknamiI nie doświadczająca chmur czysta jasność.Dmą w konchy, koziołkują w niby-przestrzeni,W swoim kraju archetypów, siódmym niebie.Ziemia już prawie gotowa, jej rzeki błyszczą,Bory ją porastają, i każde stworzenie z osobnaCzeka na swoją nazwę, i grom przechadza sięStronami, a stada w trawach nie podnoszą głowy.Wyistoczają się miasta, wąskie ulice,Nocnik wylewany z okna, bielizna.I zaraz autostrady na lotnisko,Pomnik na skrzyżowaniu, park, stadion,Dla tysięcy kiedy wstają i ryczą: gola!Wynależć długość, szerokość, wysokość,Dwa razy dwa i siłę ciążenia,To i tak dosyć, a tu jeszcze: majtkiZ koronką, hipopotam, dziób tukana,Okropnymi zębami jeżący się pas cnoty,Ryba młot, nisko sklepiony hełm,No i czas, to jest podział na będzie i było.Gloria, gloria śpiewają istniejące rzeczy.To słysząc, Mozart siada za piano forteI komponuje muzykę, która już była gotowaWcześniej niż on sam urodził się w Salzburgu.Gdyby tylko to wszystko trwało. Ale gdzież tam.Mieni się, mija, krąży w bańce mydlanejRazem z inwokacją Niebian do śmiertelnych:"O lekkie plemię, jakże się nad tobą nie litować!Twoje kolorowe szmaty, twoje tańce,Niby to wyuzdane a tylko żałosne,Lustra w których zostaje twarz z kolczykami, Malowane powieki, rzęsy ułudne.Tak nie mieć nic prócz miłosnego święta!Jaka słaba obrona przeciw otchłani!"A słońce wschodzi i słońce zachodzi.A słońce wschodzi i słońce zachodzi.Kiedy oni biegają, biegają.

(Z tomiku "Dalsze okolice", 1991)

Młodość

Twoja nieszczęśliwa i głupia młodość.Twoje przybycie z prowincji do miasta.Zapotniałe szyby tramwajów, ruchliwa nędza w tłumie.Przerażenie kiedy wszedłeś do lokalu, który dla ciebie za drogi.Ale wszystko za drogie. Za wysokie.Ci tutaj muszą spostrzec twoje nieobycieI niemodne ubranie i niezgrabność.Nie było nikogo, kto by przy tobie stanął i powiedział:– Jesteś ładnym chłopcem,Jesteś silny i zdrów,Twoje nieszczęścia są urojone.Nie zazdrościłbyś tenorowi w palcie z wielbłądziej wełny,Gdybyś znał jego strach i wiedział, jak zginie.Ruda, z powodu której przeżywasz męki,Tak wydaje ci się piękna, jest lalką w ogniu,Nie rozumiesz, co krzyczy ustami pajaca.Kształt kapeluszy, krój Bukiem, twarze w lustrachBędziesz pamiętać niejasno, jak coś co było dawnoAlbo zostaje ze snu.Dom, do którego zbliżasz się z drżeniem,Apartament, który ciebie olśniewa,Patrz, na tym miejscu dżwigi uprzątają gruz.Ty z kolei będziesz mieć, posiadać, zabezpieczać,Mogąc wreszcie być dumny, kiedy nie ma z czego.Spełnią się twoje życzenia, obrócisz się wtedyKu czasowi utkanemu z dymu i mgły.Ku mieniącej się tkaninie jednodniowych żywotów,Która faluje, wznosi się i opada jak niezmienne morze.Książki, które czytałeś, nie będą więcej potrzebne,Szukałeś odpowiedzi, żyłeś bez odpowiedzi.Będziesz iść ulicami jarzących się stolic południaPrzywrócony twoim początkom, widząc w zachwyceniuBiel ogrodu, kiedy w nocy spadł pierwszy śnieg.

(Z tomiku "Dalsze okolice", 1991)

Sens

– Kiedy umrę, zobaczę podszewkę świata.Drugą stronę, za ptakiem, górą i zachodem słońca.Wzywające odczytania prawdziwe znaczenie.Co nie zgadzało się, będzie się zgadzało.Co było niepojęte, będzie pojęte.– A jeżeli nie ma podszewki świata?Jeżeli drozd na gałęzi nie jest wcale znakiemTylko drozdem na gałęzi, jeżeli dzień i nocNastępują po sobie nie dbając o sensI nie ma nic na ziemi, prócz tej ziemi?Gdyby tak było, to jednak zostanieSłowo raz obudzone przez nietrwałe usta,Które biegnie i biegnie, poseł niestrudzony,Na międzygwiezdne pola, w kołowrót galaktykI protestuje, woła, krzyczy.

(Z tomiku "Dalsze okolice", 1991)


Перейти на страницу:
Изменить размер шрифта: