(Waszyngton, 1947)

(Z tomiku "Światło dzienne", 1953)

W praojcach swoich pogrzebani

des nobles insensés

Ensevelis dans leurs ancětres 1

André Chénier

Przegrali dom swój. Śnieg zawiał granice,Od Petersburga szły z piszczałką roty.I azjatycki koń wszedł w ich stolicę.Na pikach stygła krew gniewnej hołoty.Powstali w boju, przegrali powstanieBo ludu swego w porę się ulękli.Wiatr gnał ich w śniegi, niósł po oceanieI śnił się nocą blask wisielczej pętli.Car im na przekór chłopów oswobodził.Pieniądz zbudował kużnie i warsztaty.Półnagi bandos do fabryk uchodziłI w obce kraje biegł od kurnej chaty.Znów mieli państwo, ale krótko trwało.Konie ułańskie pląsały w paradzie.Zmienili w chwalbę co mogło być chwałą.I cień i śmierć na dziejach im się kładzie.Moskal czołgami wjechał w gruzy miasta,Prawa im dawał i wkładał obrożę.Prowincja nowa w Imperium już wrastaNiosąc w daninie węgiel, tłuszcz i zboże.Przeklina lud, a błazny mu śpiewająŻe nigdy nie był tak jak dzisiaj wolny.I szuka znaków co się w niebie palą:Pokój służalstwa? Czy zagłada wojny?Oni tymczasem, drżąc w jaskiniach cieni,Sądzą, nie wiedząc że już osądzeni.

Przyp.1: des nob1es insenses… (franc.) – szlachta nierozumna, zapatrzona w swoich przodków.

(Z tomiku "Światło dzienne", 1953)

Na śmierć Tadeusza Borowskiego

Borowski zdradził. Uciekł tam gdzie mógł.Przed sobą widział gładką ścianę Wschodu,Za sobą mury polskie Ciemnogrodu.Co może wtedy człowiek? Drobny stukSerca tak mało znaczy. Więzień OświęcimiaSzczęśliwszy był, kiedy w podarku niósłMitigal, siarkę swojej ukochanej.Naga, w gorączce, ranami okryta,On klękał przy niej, zawsze takiej samejDla miłujących oczu. A nad nimi trwałDym ludzki, czarna rzeka, dym nad Birkenau.Ludzi ocalić. Dać im niebo czysteI ład na ziemi. Dać im umysł jasny.Nad kraj ubogi, nad Wartę i WisłęWznieść łuki świateł i strzec, by nie zgasły.Ludzi ocalić. I za to marzenieJest obrachunek. Sztylet był zatrutyMówi kronikarz. Wchodził między cienie Od jadu żmii, od ziarna cykuty,I Majakowski. Noc, do siebie strzela.I nie masz, nie masz wtedy przyjaciela.Więc gaz otworzył i twarzą do ścianyOdwrócił się i w mroczne wieki minął.Toczyły śnieżną pianę oceany,Obłok pod księżyc piór białość rozwinął.Milcząca trwała gładka ściana WschoduI śmiech się zerwał w murach Ciemnogrodu.

(Z tomiku "Światło dzienne", 1953)

Zaklęcie

Piękny jest ludzki rozum i niezwyciężony.Ani krata, ni drut, ni oddanie książek na przemiał,Ani wyrok banicji nie mogą nic przeciw niemu.On ustanawia w języku powszechne ideeI prowadzi nam rękę, więc piszemy z wielkiej literyPrawda i Sprawiedliwość, a z małej kłamstwo i krzywda.On ponad to, co jest, wynosi, co być powinno,Nieprzyjaciel rozpaczy, przyjaciel nadziei.On nie zna Żyda ni Greka, niewolnika ni pana,W zarząd oddając nam wspólne gospodarstwo świata.On z plugawego zgiełku dręczonych wyrazówOcala zdania surowe i jasne.On mówi nam, że wszystko jest ciągle nowe pod słońcem,Otwiera dłoń zakrzepłą tego, co już byłoPiękna i bardzo młoda jest Filo-SofijaI sprzymierzona z nią poezja w służbie Dobrego.Natura ledwo wczoraj święciła ich narodziny,Wieść o tym górom przyniosły jednorożec i echo.Sławna będzie ich przyjażń, ich czas nie ma granic.Ich wrogowie wydali siebie na zniszczenie.

(Z tomiku "Miasto bez imienia", 1969)

Sposób

Tak wrażliwy na zapach szpitali i koszar, na nieodwołalność poniżeniaŻe powinien bym był spędzić życie w korkowej celi, szczękajączębamiOd nieznajomych przodków dostałem rozwagę i upór, więc wynalazłemsposóbRytmiczne kołysanie słów układanych, powtarzanych na ulicy,w autobusie, w barach, na drogachA tym bardziej w półśnie rannych godzin, kiedy świadomość wynurzasię jak diabelska góraAle umiałem to robić tylko po polsku, w języku, którego nikt nierozumie, chyba twardogłowi zawodowcy stadionu w Wabash alboMilwaukeeI gdybym mógł nie mówić, nie mówiłbym nic, bo nie było mi obojętneże zwracam się do nikogo.

(Z tomiku "Miasto bez imienia", 1969)


Перейти на страницу:
Изменить размер шрифта: