(Warszawa, 1943)

(Z tomiku "Ocalenie", 1945)

W Warszawie

Co czynisz na gruzach katedryŚwiętego Jana, poeto,W ten ciepły, wiosenny dzień?Co myślisz tutaj, gdzie wiatrOd Wisły wiejąc rozwiewaCzerwony pył rumowiska?Przysięgałeś, że nigdy nie będzieszPłaczką żałobną.Przysięgałeś, że nigdy nie dotknieszRan wielkich swego narodu,Aby nie zmienić ich w świętość,Przeklętą świętość, co ścigaPrzez dalsze wieki potomnych.Ale ten płacz Antygony,Co szuka swojego brata,To jest zaiste nad miaręWytrzymałości. A serceTo kamień, w którym jak owadZamknięta jest ciemna miłośćNajnieszczęśliwszej ziemi.Nie chciałem kochać tak,Nie było to moim zamiarem.Nie chciałem litować się tak,Nie było to moim zamiarem.Moje pióro jest lżejszeNiż pióro kolibra. To brzemięNie jest na moje siły.Jakże mam mieszkać w tym kraju.Gdzie noga potrąca o kościNiepogrzebane najbliższych?Słyszę głosy, widzę uśmiechy. Nie mogęNic napisać, bo pięcioro rąkChwyta mi moje pióroI każe pisać ich dzieje,Dzieje ich życia i śmierci.Czyż na to jestem stworzony,By zostać płaczką żałobną?Ja chcę opiewać festyny,Radosne gaje, do którychWprowadzał mnie Szekspir. ZostawciePoetom chwilę radości,Bo zginie wasz świat.Szaleństwo tak żyć bez uśmiechuI dwa powtarzać wyrazy,Zwrócone do was, umarli,Do was, których udziałemMiało być weseleCzynów, myśli i ciała, pieśni, uczt.Dwa ocalone wyrazy:Prawda i sprawiedliwość.

(1945)

(Z tomiku "Ocalenie", 1945)

Piosenka o końcu świata

W dzień końca świataPszczoła krąży nad kwiatem nasturcji,Rybak naprawia błyszczącą sieć,Skaczą w morzu wesołe delfiny,Młode wróble czepiają się rynny1 wąż ma złotą skórę, jak powinien mieć.W dzień końca świataKobiety idą polem pod parasolkami,Pijak zasypia na brzegu trawnika,Nawołują na ulicy sprzedawcy warzywaI łódka z żółtym żaglem do wyspy podpływa,Dżwięk skrzypiec w powietrzu trwaI noc gwiażdzistą odmyka. A którzy czekali błyskawic i gromów,Są zawiedzeni.A którzy czekali znaków i archanielskich trąb,Nie wierzą, że staje się już.Dopóki słońce i księżyc są w górze,Dopóki trzmiel nawiedza różę,Dopóki dzieci różowe się rodzą,Nikt nie wierzy, że staje się już.Tylko siwy staruszek, który byłby prorokiem,Ale nie jest prorokiem, bo ma inne zajęcie,Powiada przewiązując pomidory:Innego końca świata nie będzie,Innego końca świata nie będzie.

(Z tomiku "Ocalenie", 1945)

Piosenka o porcelanie

Różowe moje spodeczki,Kwieciste filiżanki,Leżące na brzegu rzeczkiTam kędy przeszły tanki.Wietrzyk nad wami polata,Puchy z pierzyny roni.Na czarny ślad opadaZłamanej cień jabłoni.Ziemia, gdzie spojrzysz, zasłanaBryzgami kruchej piany.Niczego mi proszę panaTak nie żal jak porcelany.Zaledwie wstanie jutrzenkaPonad widnokrąg płaskiSłychać gdzie ziemia stękaMaleńkich spodeczków trzaski.Sny majstrów drogocenne,Pióra zamarzłych łabędziIdą w ruczaje podziemneI żadnej o nich pamięci.Więc ledwo zerwę się z ranaMijam to zadumany.Niczego mi proszę panaTak nie żal jak porcelany.Równina do brzegu słońcaMiazgą skorupek pokryta.Ich warstwa rześko chrupiącaPod mymi butami zgrzyta.O świecidełka wy płoneCo radowałyście barwąTeraz ach zaplamioneBrzydką zakrzepłą farbą.Leżą na świeżych kurhanachUszka i denka i dzbany.Niczego mi proszę panaTak nie żal jak porcelany.

(Waszyngton, 1949)

(Z tomiku "Światło dzienne", 1953)

Na śpiew ptaka nad brzegami Potomaku

Kiedy zakwita magnoliowe drzewoI park zielonym zmąca się obłokiem,Słyszę twój śpiew nad brzegiem PotomakuW uśpione płatkiem wiśniowym wieczory.Wybacz mi, proszę, brak tego wzruszenia,Które prowadzi przemocą z powrotemW miejsca i wiosny dawno zapomniane,Aby maluczkich uwodził poetaPatriotycznym sentymentem, serceCisnął stęsknione i farbując łzyMieszał dzieciństwo, młodość, okolice.Mnie to niemiłe. Po cóż mi wspominaćŻółte od liści młodziutkich Ponary,Zapach wilczego łyka migdałowy,Echa po lasach od wrzasku cietrzewi?Po cóż mi znowu iść w te ciemne saleGimnazjum króla Zygmunta AugustaAlbo o sosny potrącać biczyskiemNa drodze z Jaszun, jak ongi Słowacki?Nad Mereczanką nasze to zabawyByły, czy dworzan króla Władysława,Nasze miłości i nasze rozstaniaCzy też miłości z pieśni Filomatów,Już nie pamiętam. Ptaku, wdzięczny ptaku,Ty, który dzisiaj śpiewasz mi to samoCo słyszał tutaj indyjski myśliwyStojący z łukiem na ścieżce jeleni,Cóż możesz wiedzieć o zmianie pokoleńI o następstwie form w ciągu jednegoLudzkiego życia? Tamte moje śladyZatarł nie tylko pęd zim i jesieni.Ja byłem świadkiem nieszczęść, wiem co znaczyŻycie oszukać kolorem pamiątek.Radośnie słucham twoich ślicznych nutNa wielkiej, wiosną odnowionej ziemi.Mój dom sekunda: w niej świata początek.Śpiewaj! Na perłę popielatych wódSyp rosę pieśni z brzegów Potomaku!

Перейти на страницу:
Изменить размер шрифта: